Krakowskie Stowarzyszenie Miłośników Kolei od początku swojego istnienia, specjalizuje się między innymi w imprezach kolejowych, w czasie których zaliczamy typowym taborem nietypowe linie kolejowe. Mowa tu głównie o wszelkiego rodzaju bocznicach i trasach, po których w przeszłości zazwyczaj nigdy wcześniej nie jechał żaden pociąg osobowy. W ten właśnie sposób podróżowaliśmy jednostkami EN57 i EN71 już czterokrotnie: dwa razy po krakowskich bocznicach oraz kolejne dwa razy po sieci kolejowej w GOP-ie. W ubiegłym roku przerzuciliśmy się na tabor spalinowy i przy pomocy "Osiołka" czyli autobusu szynowego SA101 - 001, błądziliśmy na zachód od Krakowa, zaliczając trasy do kamieniołomów w Czatkowicach i Zalasie.
Jako, że liczba bocznic na terenie naszego miasta, wciąż jeszcze nie zaliczonych, jest dość spora. Jednocześnie członkiem SMK jest Tomek Ostrowicz - najbardziej ortodoksyjny zaliczak w tej części kraju, który nie przepuści ani metra niezaliczonego toru, w zasadzie pewnym było już od dawna, że taka impreza się odbędzie. Tym razem chcieliśmy bowiem zarówno uzupełnić braki, których nie udało się przejechać na dwóch poprzednich imprezach, jak i wjechać na wszystkie te bocznice, nad którymi nie wisi sieć trakcyjna. Z tego względu, jako środek transportu, znów okazał się być uparty jak osioł SA101, którego jednak udało się okiełznać i znów szczęśliwie zawiózł nas wszędzie tam gdzie chcieliśmy. Poniżej zapraszam na relację z tej jakże niezwykłej imprezy.

Początek przejazdu pod hasłem "Osiołkiem po (pod)krakowskich bocznicach czyli krakowskie (nie)lada(bo)cznice" zaplanowany został na godzinę 8:05 w sobotę 19 lipca 2008 roku. Wyruszyć mieliśmy tradycyjnie już ze stacji Kraków Główny. Niestety, już na wstępie okazało się, że początek imprezy nieco się przesunie. Ponoć, kolejarze zapomnieli... zatankować naszego osiołka. W końcu jednak udało się wyjechać z KGZ i 10 minut po odjeździe, SA101 wjechał na peron pierwszy krakowskiego dworca kolejowego.
Załadunek pasażerów odbył się w iście ekspresowym tempie. Tradycyjnie już wszystkie miejsca siedzące w SA101 były zajęte, więc w środku panował całkiem niezły tłok. Pierwszym punktem programu miała być Skawina i bocznice: tamtejszej Elektrowni oraz Zakładów Metalurgicznych. Stąd też na początku podróży skierowaliśmy się na południe. Jeszcze przed Płaszowem chwilowo zatrzymano nas na semaforze przedstacyjnym, potem szybka zmiana czoła i już nasz osiołek pędził na południowy-zachód. Na przystanku Skawina Zachodnia zabraliśmy jeszcze na pokład prezesa SMK, Marcina Lisowskiego, i już byliśmy na stacji Podbory Skawińskie, skąd wyruszyć mieliśmy do elektrowni. Dyrekcja zakładu zgodziła się na naszą wizytę, pod warunkiem że szynobus zostanie wciągnięty na teren elektrowni przy pomocy... ich lokomotywy. Ponoć miało to uniemożliwić wykolejenie się szynobusu (skoro lokomotywa się nie wykoleja, to szynobus ciągnięty przez lokomotywę też się nie wykolei - ot taka logika...). W każdym razie, nie protestowaliśmy zbyt mocno. Zwłaszcza, gdy elektrownia przychyliła się do naszej prośby i po szynobus wyjechała lokomotywa TEM2 - 146.       

foto: Michał Wojtaszek

Lokomotywa TEM2...
Łączenie obu p...
Kuba
Kolega Ostrowic...
Jedziemy do ele...
Pracownik elekt...
Nasz szynobus w...
Skawińska wywro...
Stanowisko do r...
Wyruszamy w dro...
Wracając na sta...
Pomiędzy elektr...
Na stacji w Ska...
Na bocznicy ska...
W chaszczach na...
Przejazd przez ...
Przejazd przez ...
Spotkanie szyno...
Szynobus pod br...
Wojskowy autobu...
 
 
Powered by Phoca Gallery