Herbata stygnie zapada mrok, a pod piórem ciągle nic. Obowiązek obowiązkiem jest strona SMK musi posiadać relację z Sylwestra.

Pozwoliłem sobie sparafrazować fragment tekstu autorstwa Kaśki Nosowskiej, bo idealnie oddaje to co w tej chwili czuję. A mianowicie jak napisać relację z tegorocznego Sylwestra, gdy wcześniej odbyło się już coś tak wspaniałego i spektakularnego jak „Sylwester we Włoszczowie”. Po prostu, gdy przychodzi jakakolwiek myśl o tamtym Sylwestrze, to od razu człowieka opuszcza wena i natchnienie do napisania czegokolwiek o Sylwestrze tegorocznym. No, ale skoro relacja musi być, to trzeba spróbować cokolwiek napisać, nie ma innego wyjścia.

A zatem od czego zacząć. No może od tego, że postanowiliśmy dać odpocząć naszej EDytce po trudach trzech Sylwestrów i wynająć tym razem całe stado facetów z tylko jedną dziewczyną. Brzmi to tajemniczo, ale już śpieszę z wyjaśnieniami, a mianowicie ci faceci to silna grupa w postaci trzech Bohunów, dwóch Barów i jednego Bagażowego ciągniętych przez samotną dziewczynę w postaci siódemki. Miłośnicy kolei już wiedzą o co chodzi, ale zwykli podróżnicy naszymi kolejami niekoniecznie. Już śpieszę z wyjaśnieniami. Otóż ci faceci to trzy wagony piętrowe serii Bdhpumn, dwa wagony barowe WRb i jeden wagon bagażowy Drs, a ta samotna dziewczyna to nic innego jak nasza kochana i poczciwa lokomotywa EP07. Teraz jest już wszystko trochę jaśniejsze prawda. Co prawda, idea wynajęcia składu wagonowego zaświtała w naszych głowach już przed drugim Sylwestrem, jednakże z różnych przyczyn technicznych i mniej technicznych, dopiero w tym roku mogła zostać wcielona w życie. Wagony piętrowe zawierały czteroosobowe „loże” z miejscami do siedzenia, jeden z wagonów barowych służył jako miejsce do posilenia się, a drugi oraz wagon bagażowy, stały się salami tanecznymi. A zatem skład już mieliśmy, teraz trzeba było wymyślić, dokąd tym składem pojedziemy. No cóż, po wizycie we Włoszczowie Północ, byliśmy zgodni na pewno co do jednego. Że z pewnością nie wymyślimy już nic tak spektakularnego i oryginalnego. Łudziliśmy się, że może po panu Gosiewskim, jakiś poseł uruchomi kolejną stację w ciągu mijającego roku. Pilnie śledziliśmy wszystkie plotki i fakty, obstawialiśmy zakłady, gdzie tym razem. Może Opoczno Południowe, może Idzikowice?? Jeszcze ostatek nadziei tlił się, że może pociągi ekspresowe zaczną się zatrzymywać na stacji Miechów. No cóż, niestety nikt się nie odważył na taki krok po panu Gosiewskim. No trudno nie zawsze jest Włoszczowa Północ w takim razie trzeba było coś wybrać ze stacji, które już istnieją. Jak zwykle była burza mózgów, kłótnie, rękoczyny... ach nie no aż tak źle to nie było, jesteśmy cywilizowanym stowarzyszeniem. Prowadzimy gorące i zażarte dyskusje, ale przeważnie dochodzimy wspólnie do porozumienia. Jak zwykle propozycji było sporo, a wśród nich takie osobliwe miejsca jak Jaroszowiec Olkuski, Kobiór, Szczucin k. Tarnowa, Lasek, czy też ostatnio z powrotem uruchomiona Kolbuszowa. Jak widać rozrzut tych miejsc zarówno, jeśli chodzi o położenie geograficzne jak i ich charakter był dosyć zróżnicowany. My w końcu zdecydowaliśmy się tym razem pojechać w góry, a jedynym miejscem, które wydawało nam się atrakcyjne i gdzie mogliśmy wjechać "bohunami", była Wisła Głębce. Co prawda jak podliczyliśmy koszty przejazdu to nieco nam się włosy zjeżyły na głowach, ale dla SMK nie ma „niedasie”. Już na wstępie stwierdziliśmy, że przecież możemy mieć zniżkę 30% z racji tego, iż jest to skład wagonowy. To już coś, ale to dalej było za dużo. Trzeba zatem znaleźć sponsora. Najprościej było szukać blisko. Po prostu niech sponsorem będzie firma, która nam wynajmuje skład, czyli Przewozy Regionalne. Nasza „gwiazda medialna” tym razem zamieniła swój organ głosowy na pióro, wykazała się i napisała zgrabne pismo, a silna i „duża” grupa w postaci Tomka Przepióry i Michała Wojtaszka pojechała do Warszawy w celu negocjacji. Udało się. W zamian za reklamę na zaproszeniach obniżyliśmy koszty o kolejne 10%. Ojej no dalej jeszcze trochę za dużo. No to szukamy dalej. No i przy okazji organizacji obchodów „Dnia Kolejarza” weszliśmy w konszachty z Telekomunikacją Kolejową. I wynegocjowaliśmy, że również w zamian za ich reklamę na zaproszeniach będziemy mieli użyczony sprzęt do nagłośnienia wagonów ze sporą zniżką. No i udało się, obniżyliśmy koszty tak, że było to w miarę na naszą skromną stowarzyszeniową kieszeń. A że skład był większy i pojemniejszy to mogliśmy zabrać więcej uczestników. O brak uczestników nie obawialiśmy się. Poprzedni Sylwester zrobił nam taką reklamę, że przynajmniej o tę jedną rzecz mogliśmy być spokojni. I nie pomyliliśmy się. W ciągu niecałego miesiąca mieliśmy komplet pasażerów. Mogliśmy się zatem zabrać za przygotowania do oprawy gastronomicznej i wizualnej. Jeśli chodzi o oprawę wizualną, to przede wszystkim chcieliśmy udekorować wagony mnóstwem balonów, a z tym nie było problemu, bo sponsorzy dostarczyli ich dużo. Postanowiliśmy również, w odróżnieniu do poprzednich Sylwestrów nagłośnić wagony do siedzenia. Jeśli chodzi o oprawę gastronomiczną to jak zwykle zapewniliśmy nieśmiertelne soczki, mandarynki, chipsy, pierniczki oraz postanowiliśmy w tym roku zamiast wuzetek zaserwować kremówki, które załatwił nasz „etatowy cukiernik” Rafał Gabrych, a dzięki znajomościom w „światku cukierniczym” mieliśmy je również trochę taniej. Ponieważ w tamtym roku ciepły posiłek okazał się strzałem w dziesiątkę, zatem postanowiliśmy w tym roku również to zapewnić i to w rozszerzonym zakresie. Serwowany był zatem żurek z białą kiełbasą oraz bigos.

Na stację Kraków Główny Zachód stawiliśmy się już rankiem w ostatni dzień roku. Chcieliśmy mieć pewność, że wszystko będzie zrobione tak jak należy. Członkowie naszego stowarzyszenia jak zwykle nie zawiedli, stawili się silną grupą. Każdy oczywiście robił to w czym najlepiej się czuł. A zatem kolega Tomek Przepióra jak to zwykle przy takich okazjach, latał po całym „kagiezecie” i załatwiał wszelkie sprawy techniczne, bo już z doświadczenia wiemy, że z tym zawsze są jakieś problemy i jeśli się samemu nie dopilnuje różnych rzeczy to potem mogą być przykre niespodzianki. A tych jak zwykle nie brakowało, między innymi okazało się, że już jak mieliśmy się podstawiać na Kraków Główny, skład nie jest nawodowany. I okazało się, że nawodować się nie da, bo pozamarzała woda w przewodach. Ale cóż, mimo że niekoniecznie to akceptujemy, to już trochę przywykliśmy się do tych „nieoczekiwanych problemów technicznych”. Choć z pewnością byłoby ich więcej, gdyby nie zaangażowanie i upór Tomka Przepióry, dla którego nie istnieje żadne „niedasie”. Mirek Zientara z racji swojej specjalności zajął się ciągnięciem drutów... ach co też ja tu za herezje wypisuję, chciałem oczywiście napisać przeciąganiem kabli przez cały skład i podłączeniem tego wszystkiego do głośników i do aparatury nagłaśniającej, natomiast DJ ten sam, który był w tamtym roku, rozpoczął próby generalne z całą aparaturą. A reszta zajęła się oczywiście rozkładaniem wszystkich zakupionych produktów spożywczych jak również kalendarzyków SMK i TK. Około godzinę przed wyjazdem podstawiono nam lokomotywę EP07-1023, czyli jeden z pojazdów będących własnością PR. No i w końcu nadszedł czas wyjazdu. Ze względu na wspomniane wcześniej problemy techniczne z wodowaniem składu, wyjechaliśmy z opóźnieniem. Ale zrobiliśmy trzy bramki do wpuszczania gości i wszystko poszło sprawnie i szybko tak, że wyjechaliśmy „tylko” z 30 minutowym opóźnieniem. Musieliśmy koniecznie nadrobić opóźnienie po drodze, bo ten pociąg nie mógł przyjechać do stacji przeznaczenia po czasie. Po drodze zabraliśmy jeszcze gości, którzy wsiadali w Oświęcimiu i Chrzanowie. Zabawa w pociągu była jak zwykle wyśmienita, a to za sprawą naszego niezawodnego DJ, który potrafił rozgrzać uczestników zabawy do czerwoności. A nasi kamerzyści w postaci Kuby Kloczkowskiego i Tomka Bieleckiego, chodzili i filmowali całą imprezę, a Kuba dodatkowo przeprowadzał wywiady z uczestnikami imprezy. Dodatkowo zyskaliśmy w tamtym roku „pomoc medyczną” w postaci Wojtka Wiśniewskiego, który czuwał, co by w przypadku wystąpienia jakiegoś uszkodzenia ciała natychmiast je opatrzyć, służył tabletkami na ból głowy oraz na zgagę, a w paru przypadkach „nadużycia” przeprowadzał skuteczną reanimację metodą „dwa palce”. W tym roku z racji mniejszej ilości obowiązków, jakie na nas ciążyły, jak również większej ilości organizatorów, my też mogliśmy się bawić znacznie więcej niż w minionych latach. I w opinii wielu z nas pod tym względem był to najlepszy Sylwester. Po opuszczeniu stacji Goleszów zaczęliśmy niecierpliwie wypatrywać stacji podziwiając osobliwy skład na łukach naszej jednej z najpiękniejszych linii, a teraz jeszcze ładniejszej ze względu na obecność niespotykanego jak dotąd na niej składu. Do Wisły przybyliśmy nieco po godzinie 23.00. Na stacji było mnóstwo śniegu, a zatem nie mogło się obejść bez bitwy na śnieżki. Podczas gdy uczestnicy przejazdu bawili się na stacji, my przygotowywaliśmy szampana do przywitania nowego roku. I oto nadszedł ten moment. Wybiła północ. A z racji tego, że na stacji „nocowały” jeszcze trzy składy pasażerskie kanonada Rp1 była chyba niespotykana dotąd na sieci PKP. Razem z Rp1 my również wydawaliśmy okrzyki radości, ponieważ mimo jak zwykle wielu trudności technicznych, udało nam się osiągnąć to, co zamierzaliśmy, a goście bawili się znakomicie. Nie mogliśmy oczywiście sobie odmówić zrobienia pamiątkowej fotografii na tle składu

foto1
foto2
foto3
foto4
foto5
foto6
foto7
foto8
foto9
foto10
foto11
foto12
foto13
foto14
foto15
foto17
foto18
foto19
foto20
foto21
 
 
Powered by Phoca Gallery